Specjalistyczne kolonie z Bezglutenową Mamą 2019

Jak wygląda bezglutenowe życie osoby dorosłej z celiakią w Niemczech? Czy jest usłane różami, czy raczej przypomina życie z celiakią w Polsce? Jaka jest wiedza restauratorów? Czy są tam dopłaty do diety bezglutenowej? Posłuchajcie… Oto historia 51-letniej Kerstin (na zdjęciu z mężem Zbyszkiem), którą poznałam na zimowych wakacjach bez glutenu pod Tatrami. Kerstin jest zakochana w Polsce i spędza tu z mężem każde bezglutenowe wakacje. Ale o wiele bardziej chwali sobie bezglutenowe życie w Hiszpanii. Dlaczego?

Celiakia rozpoznana w wieku 30 lat

Kerstin wiodła spokojne życie w Niemczech, uprawiała sport, chodziła do pracy i wychowywała dzieci. Ale gdy miała 31 lat rozwiodła się i wtedy pojawił się stres oraz kłopoty zdrowotne. Cierpiała z powodu bólu brzucha, biegunek, wysypek i zmęczenia. Przez trzy lata bezskutecznie chodziła od lekarza do lekarza. Była zdesperowana, bo nikt nie umiał znaleźć przyczyny jej złego stanu zdrowia. Wreszcie usłyszała, że powinna odwiedzić psychologa…. 

  • Jestem dociekliwa i sama również szukałam przyczyny swoich problemów. Wiele wskazywało, że to, co mi dokucza, to może być celiakia… – opowiadała Kerstin w pensjonacie Moje Tatry, gdzie z mężem Zbyszkiem spędzała w tym roku zimowe wakacje bez glutenu.  Tutaj uczestniczyła w pierwszych w życiu kulinarnych warsztatach bezglutenowych i lepiła pierogi ruskie (na zdjęciu poniżej).

Dzięki swojej determinacji trafiła do szpitala uniwersyteckiego w Kolonii, do lekarza specjalizującego się w celiakii. Przeszła biopsję jelita cienkiego, która wykazała niemal całkowite zniszczenie kosmków. Przeciwciała też nie zostawiały wątpliwości. Po trzech latach cierpienia Niemka usłyszała diagnozę: celiakia. Jeszcze wtedy nie wiedziała, że wygrała nowe życie. Bezglutenowe życie 🙂

Od siebie dodam, że w Polsce średni czas oczekiwania na diagnozę celiakii u dorosłej osoby to 10 lat…

Jak nowo narodzona – dzięki diecie bezglutenowej

  • Dostałam nowe życie – przyznaje Kerstin. – Wprowadziłam ścisłą dietę bezglutenową i poczułam się jak nowo narodzona. Ustąpiły wszelkie dolegliwości, znów mogłam normalnie pracować i uprawiać sport. Czuję się lekka, mam dobry nastrój.

To było 20 lat temu, a więc około 1989 r. Wtedy nie tylko w Polsce, ale również w Niemczech było niewiele produktów bezglutenowych. Kerstin, dzięki swej dociekliwości, uczyła się więc diety bezglutenowej opartej na naturalnych i zdrowych produktach.  Ale stopniowo, z roku na rok, w sklepikach i marketach w Niemczech przybywało bezglutenowej żywności. Pojawiły się sklepy internetowe, lokalne piekarnie bezglutenowe – bezglutenowe życie stawało się prostsze… 

Samotność z celiakią…

  • Nie biorę udziału w spotkaniach bezglutenowych, nie należę też do żadnego stowarzyszenia – przyznaje Kerstin. – Żyję jak zwykły człowiek, ale są chwile, gdy czuję się osamotniona w swojej diecie bezglutenowej...

Kerstin podkreśla, że w otoczeniu nie znajduje zrozumienia dla swojej choroby i diety bezglutenowej. W pracy nikt nie pamięta, by na urodzinowe przyjęcie zamówić dla niej bezglutenowe ciasto. W restauracjach trudno o menu dla osoby z celiakią.

  • Oprócz ciebie nie znam ani jednej osoby z celiakią – śmieje się Kerstin i stukamy się polskim piwem bezglutenowym.  – Czy brakuje mi takiej grupy wsparcia? Sama nie wiem… Moja koleżanka jest na diecie bezglutenowej, ale nie z powodu choroby. Czasem dzielimy się przepisami. Pewnie byłoby mi łatwiej, gdybym miała kontakt z innymi dziewczynami z celiakią. Teraz, na ta tym turnusie w Tatrach zobaczyłam, jak budujące i fajne są takie spotkania.

Bezglutenowe życie to ciągłe polowanie…

Kerstin od wielu lat jest związana ze Zbyszkiem – Polakiem mieszkającym od wielu lat w Niemczech. Wspólnie mieszkają w okolicach Kolonii. 

  • Przyzwyczaiłem się do diety bezglutenowej – opowiada Zbyszek. – Na początku gotowaliśmy dwa różne obiady, ale wreszcie uznaliśmy, że to absurdalne. Po co gotować dwa makarony, odgrzewać dwie różne pizze?

Zbyszek bardzo zaangażował się w dietę bezglutenową swojej żony. W pobliskim Dusseldorfie znalazł małą piekarnię bezglutenową, a w niej bułeczki (1,5 euro za sztukę) oraz chleb (6-6 euro za sztukę) oraz ciasta. W sklepach i marketach wyszukuje różne smakołyki i przynosi je do domu niczym mężczyzna wracający z polowania 🙂 

  • Bo bezglutenowe życie w Niemczech to ciągłe polowanie. Męczy mnie, że muszę szukać wielu produktów, to zajmuje dużo czasu. Wtedy mam żal o tę chorobę – mówi Kerstin i nie dziwi jej, że bezglutenowe życie w Polsce jest identyczne ….- Dopłaty do diety bezglutenowej? Są, ale tylko dla rodzin o najniższym statusie materialnym.

Bezglutenowy raj w jest w Hiszpanii

Małżonkowie dużo podróżują po Europie, ale przynajmniej dwa razy w roku lądują w Hiszpanii. Bo to tam jest bezglutenowy raj, wbrew pozorom nie we Włoszech… Hiszpania ich zdaniem bije Włochy na głowę w kwestii diety bezglutenowej 🙂

  • Wynajmujemy dom z basenem i o nic się nie martwimy – opowiada Zbyszek. – W każdym hiszpańskim miasteczku jest sieć Mercadone, której właściciel ma w rodzinie osobę z celiakią. W tym markecie  kupimy wszystko bezglutenowe, co tylko możemy sobie wymarzyć. Wylatujemy z Hiszpanii z torbami pełnymi pysznych i mało znanych u nas produktów bezglutenowych, kupionych naprawdę w dobrych cenach. Szkoda, że takiego sklepu nie ma w Niemczech…

Jedyne takie bezglutenowe śniadanie

Ich drugą po Hiszpanii miłością jest Polska, a od niedawna – Tatry. Tu spędzili cudowne, zimowe wakacje bez glutenu – w bezglutenowym pensjonacie Moje Tatry. 

  • Nigdzie w Europie, w żadnym hotelu ani pensjonacie, nie widziałam w pełni bezglutenowego śniadania dla gości. Kilka rodzajów pieczywa, ciastka i słodkie wypieki, racuchy, pyszne wędliny, sałatki, kiełbaski… – Kerstin jest pod wrażeniem i już zarezerwowała miejsce na przyszłoroczne ferie bezglutenowe w Moich Tatrach.
Drukuj
Podziel się tym wpisem ze znajomymi!
    2019-02-12T09:18:12+00:0012 lutego 2019|