Nie mam nic przeciwko tradycyjnej kanapce z pasztetem, ale jako mama niejadka z celiakią ciągle szukam sposobów na zachęcenie Zosi do jedzenia. Dziecko, podobnie jak dorosły, je oczami i uszami ;) Stąd pomysł na kolorowe koreczki. Przepis jest prosty: robimy przegląd lodówki i ze znalezionych produktów komponujemy własny zestaw. Nazywamy go domkami, łódeczkami, koreczkami – jak kto woli.
W naszej lodówce znalazłam dziś rano domowy pasztet, czarne oliwki, żółtą paprykę, keczup oraz domowy chleb owinięty w bawełnianą ściereczkę. Mój wzrok padł też na opakowanie wykałaczek.
– Zrobimy koreczki! – zawołałam do Zosi, a ona chętnie zakasała rękawy i stanęła przy kuchennym stole.
Gruby plaster pasztetu pokroiłam w kostkę, skroiłam kawałek papryki, odsączyłam z zalewy kilka oliwek. Koreczki skomponowała Zosia, sama też nakłuwała nań wykałaczki i ozdabiała całość keczupem (firmy Heinz, sprawdzony, bezglutenowy). Przygotowanie śniadania zajęło nam 10 minut.
Ktoś spyta, dlaczego zrezygnowałam z chleba jako składnika. Otóż mała buźka nie zmieściłaby tak dużego koreczka. Kromka białego bochenka z masłem trafiła więc na osobny talerz.
Pomysł był trafiony: kolorowe koreczki zniknęły w szybkim tempie, a konsumpcji przyglądali się: Scooby Doo na kubeczku oraz nakręcana kaczuszka ze szkolnego sklepiku.
Niestety, koreczkowy pomysł nie przeszedłby u Antka, który nie lubi żadnych mixów. Na jego talerzu znalazły się więc kawałki pasztetu, ułożone osobno paski papryki i pajda chleba. Towarzyszył im ukochany Spiderman, ulokowany na kubku zmieniającym kolor pod wpływem temperatury.
KOMENTARZE