Po tej interwencji w sprawie pierogów „bezglutenowych” mam wątpliwości, czy sanepid zna się na diecie bezglutenowej. Otóż okazuje się, że nie zawsze pracownicy tej instytucji mają wiedzę dotyczącą warunków wytwarzania żywności. Zobaczcie, w jakie absurdalne koszty wpakował się pewien producent pierogów „bezglutenowych” z Wielkopolski… Za radą pracownika sanepidu produkowane przez siebie pierogi nazwał bezglutenowymi, ale asekuracyjnie dopisał w cenniku, że mogą zawierać śladowe ilości glutenu. Czyli bezglutenowe, lepione z drogiej mąki bezglutenowej, ale z glutenem z maszyn i hali – paranoja! Na szczęście po interwencji Bezglutenowej Mamy sprawę udało się rozwiązać szybko i polubownie. 

Zadzwoniłam do producenta pierogów „bezglutenowych”

Zawsze, gdy ktoś informuje mnie o pysznych pierogach bezglutenowych produkowanych lokalnie, w głowie zapal mi się czerwone światełko. Tak było i tym razem. Znajoma z celiakią pochwaliła się, że kupuje w swoim mieście, w znanej pierogarni, pyszne pierogi bezglutenowe na wagę, z różnymi nadzieniami. Spytała, czy kupić trochę i dla mnie. Podziękowałam, ale czym prędzej zadzwoniłam do właściciela pierogarni. W życzliwej rozmowie wypytałam o warunki produkcji tychże pierogów gluten-free, o składniki, procedury, badania, sposób przechowywania i sprzedaży. Oto, co usłyszałam.

Pierogi bezglutenowe tylko z nazwy

 Oto skład „bezglutenowych” pierogów: bezglutenowa mąka ryżowa, skrobia ziemniaczana Grula z Biedronki, len złocisty, woda, sól – a więc OK, tu raczej nie ma się do czego przyczepić (oprócz lnu, bo nie znam nazwy producenta). Ale ale…

  • wszystkie mąki używane na hali (bezglutenowe oraz pszenne) mieszczą się w jednym magazynie, w jednej szafce
  • pierogi z mąk bezglutenowych są wytwarzane w tej samej hali, co pszenne
  • to samo nadzienie trafia do wszystkich rodzajów pierogów
  • producent nie ma osobnych przypraw bezglutenowych
  • pierogi z mąk bezglutenowych i zwykłe są przechowywane w tej samej zamrażarce
  • personel nie ma wdrożonej żadnej procedury produkcji, przechowywania i sprzedaży pierogów bezglutenowych
  • producent nie ma badań potwierdzających, że ten wyrób zawiera poniżej 20 ppm glutenu

W rzeczywistości więc ten wyrób nie może nosić nazwy PIEROGI BEZGLUTENOWE – bo jest to niezgodne z przepisami. 

Droższa mąka…

Producent z Wielkopolski dba o swoje dobre imię i o markę, dlatego do tematu pierogów bezglutenowych starał się podejść odpowiedzialnie. Tym bardziej, że nie zależało mu na super zysku, lecz chciał zadowolić klientów dopytujących o zdrowe pierogi bezglutenowe. Po wskazówki udał się zatem do miejscowego sanepidu.

  • Pracownik sanepidu potwierdził, że muszę używać mąkę opisaną jako bezglutenowa, dlatego kupuję droższą mąkę, specjalnie oznakowaną  – relacjonuje producent w rozmowie z Bezglutenową Mamą. – Doradził jednak, by na wszelki wypadek dopisać w ofercie, że te pierogi mogą zawierać śladowe ilości glutenu – bo wszyscy tak piszą na etykietach. 

Poinstruowany producent rozpoczął wyrób pierogów bezglutenowych z różnymi nadzieniami: ze szpinakiem, z kapustą i pieczarkami, z mięsem, serem oraz meksykańskie. 

  • Kupują je głównie osoby, które chcą ograniczyć spożycie glutenu – dopowiada producent. – Chorym i uczulonym na gluten odradzamy te pierogi.

Producent obiecał zmianę nazwy

Wytłumaczyłam przedsiębiorcy, że jego wyrób na pewno nie jest bezglutenowy, że na pewno zawiera o wiele więcej glutenu, niż graniczne 20 ppm. Przekazałam, że nazwa „pierogi bezglutenowe” wprowadza w błąd osoby, które są na diecie bezglutenowej, a nie znają nazewniczych niuansów. Przykład? Moja znajoma chora na celiakię, spragniona gotowych pierogów gluten-free, regularnie robi zakupy u tego pana. Bowiem dla wielu chorych na celiakię słowa: „bezglutenowe”, „bez glutenu” „z mąki bezglutenowej”, „ryżowe”, „kukurydziane”, „gryczane” itd. – oznacza jednoznacznie, że to produkt bezpieczny w diecie bezglutenowej. A to przecież nieprawda, o czym staram się często pisać na blogu i FB.

Poprosiłam zatem właściciela pierogarni, by zmienił nazwę owych pierogów tak, by nie wprowadzała w błąd osób chorych na celiakię lub będących na ścisłej diecie bezglutenowej. Zapewnił, że uczyni to niezwłocznie. Pożegnaliśmy się w życzliwej atmosferze, ale Bezglutenowa Mama nie zapomniała o sprawie… Kilka dni temu, będąc przejazdem w tamtych stronach, odwiedziłam pierogarnię. Oto zdjęcie…

Wizja lokalna Bezglutenowej Mamy

Najpierw wcieliłam się w rolę zwykłej klientki. Spytałam, czy są pierogi bezglutenowe. Były, więc dopytałam o rodzaje. Wybór był bardzo bogaty: ze szpinakiem, meksykańskie, z mięsem… Cena  – 36 zł za kilogram, wyższa, niż przy zwykłych pierogach. Poprosiłam o pół kilograma pierogów bezglutenowych – i aż do końca transakcji nikt nie zapytał, czy kupuję je dla osoby z celiakią czy tylko dla kogoś, kto z własnego wyboru ogranicza gluten. Zrezygnowałam więc z zakupu i spytałam o właściciela. Po krótkiej rozmowie przypomniał sobie, że niedawno mieliśmy kontakt telefoniczny.

  • Zapomniałem zmienić nazwę w ofercie – przyznał zakłopotany i przy mnie zdarł cennik. Obiecał również, że więcej nie użyje nazwy „pierogi bezglutenowe”.

Odwiedzę go wkrótce i opowiem, co się dzieje dalej w tym temacie. 

Interwencje – najpierw po dobroci

Opisałam ten przykład tak precyzyjnie, bo chcę pokazać, że polubowne załatwianie spraw przynosi więcej dobrego, niż ataki. Was również zachęcam do takiej kolejności: najpierw warto porozmawiać z kierownikiem i właścicielem, a po ostrzejsze formy reakcji sięgnąć dopiero wobec wyraźnej ignorancji czy braku reakcji. 

Drukuj
Podziel się tym wpisem ze znajomymi!
    2018-10-01T12:55:22+00:001 października 2018|