Jak sobie radzicie z nudą i brakiem ruchu w czasie dobrowolnej kwarantanny narodowej? My, żeby nie zwariować ze strachu przed koronawirusem, odnaleźć zdrowie psychiczne oraz ukojenie na łonie przyrody, uciekliśmy wczoraj w góry. W niskie, mało popularne, by nie spotkać innych włóczykijów. Pojechaliśmy sami. Tylko nasza rodzina. Prowiant bezglutenowy – jak zawsze własny. Na trasie żadnej kawy w makdonaldzie czy na stacji paliw. Pełna samowystarczalność i dbałość o bezpieczeństwo. Rozważne chodzenie, by nie upaść i nie wzywać GOPR. Łatwe szlaki, również dla bezpieczeństwa. Omijanie szerokim łukiem 4 rodzin, które spotkaliśmy na szlaku przez cały dzień. Relacja i Wasze komentarze są na profilu Bezglutenowej Mamy na Facebooku KLIK

Uważam, że zrobiliśmy co w naszej mocy, by zachować środki ostrożności w czasie epidemii koronawirusa. I odciągnęliśmy jedno z naszych dzieci od telewizora i kompa. Ale nie myślcie, że Antek pojechał dobrowolnie…. Słono za to zapłaciliśmy. 

W trosce o zdrowie psychiczne i fizyczne

W pełni popieram akcję „Zostań w domu” związaną z rozprzestrzenianiem się epidemii koronawirusa w Polsce, ale rozumiem ją nie tak dosłownie – czytaj KLIK. Uważam, że musimy maksymalnie dbać o higienę i unikać wszystkich ludzi, poza rodziną, z którą mieszkamy na co dzień. Ale kiszenie się w domu jest niewskazane, a na pewno mega szkodliwe dla mnie, człowieka z nie zdiagnozowanym ADHD 😍

Głowa mi już pęka od koronawirusa, który siedzi w komputerze, telewizorze, radiu, na Facebooku, za oknem, na osiedlu i wszędzie, gdzie oko i ucho przyłożę. Depresji można dostać albo nabawić się stanów lękowych, a do psychiatry pewnie nie ma szans się dostać, bo wszelkie poradnie są pozamykane. Dlatego wczoraj uciekłam w góry z futrzakiem (na zdjęciu w czasie jazdy samochodem) i moimi chłopakami (tylko Zosia nie dała się wyciągnąć). Dla zdrowia psychicznego, ale i dla wzmacniania odporności oraz utrzymania kondycji. Celowo wybrałam mało popularne, niskie góry, blisko domu (dwie godziny jazdy samochodem z Leszna), by nie spotkać żywej duszy na szlakach. Nie żebym miała coś przeciw ludzkości 😁, wiadomo – chodzi o zalecenia sanitarne.

Samowystarczalność w czasach zarazy

Zawsze na wyprawy pakuję do plecaka bezglutenowy prowiant, a w trasie lubię wypić kawę w makdonaldzie lub w starbaksie. Tym razem zrezygnowałam z wszelkich usług gastronomicznych i z wszelkich kontaktów międzyludzkich – poza domownikami. Zapakowaliśmy bezglutenowy prowiant: pieczone bezglutenowe kotlety wegańskie z kaszy gryczanej i ciecierzycy KLIK, kanapki, gotowaną cieciorkę, sok warzywny, deserową czekoladę 85% kakao i wafle z brązowego ryżu, termos z ziołowa herbatą, a dla psa – słoik mięsa i warzyw).

Po śniadaniu ruszyliśmy samochodem w Góry Wałbrzyskie, zdobyć ich najwyższy szczyt – Borową. Marne 853 m n.p.m.  😉, ale za to czarnym szlakiem, niemal cały czas nachylonym pod kątem około 70 stopni. Było ostro, ale o to chodziło. Na szlaku nie spotkaliśmy żywej duszy, ale na górce koczowały dwie rodziny przy ogniskach. Na szczęście każdy z nas usadowił się w odległości kilkunastu metrów od siebie. Na wieży widokowej (fot. poniżej, wieża jest nowa, z 2017 r., ciekawa architektura i znakomite widoki, dojrzeliśmy nawet Śnieżkę) również nie było tłoku – wszyscy pilnowali, by każda rodzina przebywała tam bez intruzów.

Ludzie gór są jednak mądrzy i odpowiedzialni. 

Pokarm dla ciała i duszy – góry, tu wszystko jest piękne 

Z góry Borowa zeszliśmy czerwonym szlakiem do Przełęczy Koziej, a stamtąd żółtym szlakiem na Górę Zamkową, by zwiedzić ruiny średniowiecznej warowni. Na tym szlaku spotkaliśmy dwie rodziny. Świadomi zagrożenia, ominęliśmy się szerokim łukiem. Trasa była bardzo łatwa, spacerowa, znakomita dla dzieci i dla psa. Antek poskakał po romantycznych ruinach, Fiszeczka wykąpała się w leśnej sadzawce, a potem w błocie ukrytym pod stertą suchych liści (zdjęcie szczęśliwego psa – w galerii poniżej), my nakarmiliśmy dusze widokami. 

W drodze powrotnej podsumowaliśmy wyprawę. Zgodnie stwierdziliśmy, że było warto, choć nas, rodziców, kosztowało to trochę więcej…. Bo żeby namówić 11 – letniego Antka na wyjazd, odciągnąć go od lego, komputera, telewizora i lekcji, zafundowaliśmy mu, zgodnie z wieczorną umową:

  • pudełko 500 g lodów truskawkowych Grycan, które jadł z błogą miną na tylnym siedzeniu samochodu
  • 2 pudełeczka drażetek miętowych
  • sok Bobofrut
  • mus jabłkowo – malinowy
  • mleczną czekoladę Goplanę
  • Lipton Ice Tea

…. wiem, że to mało pedagogiczne i niezdrowe, ale z drugiej strony na co dzień bardzo pilnujemy zdrowej diety, więc nie dajmy się zwariować. Plusów było więcej, niż minusów i tego się trzymamy.

Mini galeria zdjęć z bezglutenowej wyprawy w Góry Wałbrzyskie