Kampania Bezglutenowej Mamy „Nie ma lepszych lub gorszych przekreślonych kłosów” KLIK doczekała się reakcji ze strony Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakię i na Diecie Bezglutenowej. Tak jak się spodziewałam, zostałam zaatakowana jako blogerka prowadząca ponoć komercyjny blog – i to przez organizację, która osiąga rocznie całkiem spore wpływy (na koniec 2018 r. – 787 tys. zł z działalności gospodarczej, z czego koszty ogólne zarządu wyniosły aż 242 tys. zł, a koszty działalności gospodarczej ponad 500 tys. zł – patrz rachunek zysków i strat w galerii zdjęć). OK… Ale do rzeczy: nie neguję działań stowarzyszenia z Warszawy, które zresztą zawdzięcza mi zapisanie się doń kilkuset członków, a któremu ja z kolei zawdzięczam zgłębienie tajników diety bezglutenowej (10 lat temu). Poniżej odpowiem krótko – w punktach – na zarzuty dawnych koleżanek, które dążąc do monopolu nie wspięły się na poziom współpracy ani z Bezglutenową Mamą, ani z innymi organizacjami bezglutenowymi w Polsce. 

Oświadczenie Bezglutenowej Mamy

  • Środowiskiem bezglutenowym, na które powołuję się w kampanii „Nie ma lepszych lub gorszych przekreślonych kłosów” są tysiące czytelników – z całej Polskie – mojego bloga oraz Facebooka i Instagrama, zagubionych w natłoku sprzecznych informacji o bezpiecznych produktach bezglutenowych.
  • Faktycznie – 10 lat temu, gdy Polskie Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej rozpoczęło akcje edukacyjne i sprzedaż licencji na znak przekreślonego kłosa, wiele produktów, oznaczonych jako bezglutenowe, zawierało gluten. Dziś sytuacja jest o wiele lepsza, zmieniły się przepisy unijne oraz oznakowanie wyrobów, choć wciąż niezbędna jest edukacja i kontrola producentów.
  • Stowarzyszenie z Warszawy działa od 2006 r., blog Bezglutenowa Mama istnieje od 2013 r., natomiast jego autorka na rzecz społeczności bezglutenowej działa wraz ze swoją mamą – jako dziecko uczestnicząc w wielu wydarzeniach, spotkaniach i rozmowach w ramach koła Towarzystwa Przyjaciół Dzieci – od około 1987 r. Wychodzi na to, że Bezglutenowa Mama ma dłuższy staż w tematyce bezglutenowej. Ale nie chodzi tu o licytację – po prostu działajmy. „Zgoda buduje, niezgoda rujnuje”. 
  • Doceniam i szanuję działania prowadzone przez stowarzyszenie w ramach Europejskiego Systemu Licencyjnego. Nie mogę się jednak zgodzić na twierdzenie, że TYLKO LICENCJA zapewnia 100% gwarancji bezglutenowości – a takie informacje zaczęły się pojawiać coraz częściej – stąd kampania KLIK. Jednocześnie nigdy nie negowałam i nie neguję licencji ani wieloletniej pracy wolontariackiej oraz zarobkowej zarządu stowarzyszenia. 
  • Na swoim blogu wielokrotnie podkreślałam wagę i znaczenie Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej – zachęcając czytelników do zapisania się doń, do udziału w evenetach, do przekazywania 1% podatku, do zdobywania wiedzy na temat bezpiecznej żywności bezglutenowej, a także organizując ponad 20 wydarzeń w Poznaniu, Zielonej Górze i Lesznie – wszystko w ramach wolontariatu. Byłam również bardzo doceniana – dowód w galerii zdjęć poniżej – podziękowania zarządu za moją aktywną działalność (tak na marginesie – ciekawe czy wpisy z podziękowaniami dla mnie zostaną teraz usunięte z portalu stowarzyszenia 😉 .
  • Dziś nadal robię bardzo wiele dla środowiska bezglutenowego, bo taką mam naturę – działacza, organizatora, inicjatora. Robię to w ramach „komercyjnego” bloga – z tą różnicą, że na bezpłatne wydarzenia zapraszam wszystkie osoby z celiakią i na diecie bezglutenowej, a nie tylko członków mojego stowarzyszenia
  • Nie dążę do niszczenia znaku ani stowarzyszenia z Warszawy, bo nie mam w tym żadnego interesu. Nie ma dla mnie znaczenia, że tylko jedno stowarzyszenie w Polsce sprzedaje licencję – Bezglutenowa Mama na pewno nie jest tym zainteresowana, ani nie chce przejąć tego biznesu. Niech każdy robi to, co potrafi najlepiej. Ja umiem m. in. pisać, piec i gotować oraz organizować warsztaty i eventy bezglutenowe. Stowarzyszenie doskonale zna m. in. zasady produkcji bezglutenowej, dlatego uważam, że w interesie społeczności bezglutenowej powinno nieodpłatnie przekazywać te wytyczne producentom, a chętnym dodatkowo sprzedawać licencję. Co sądzicie o takim rozwiązaniu?
  • Przez ponad trzy lata działałam aktywnie w Polskim Stowarzyszeniu Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej. Oddawałam tej organizacji oraz społeczności bezglutenowej – serce, czas i pieniądze, a także pracę mojego męża i dzieci. Potem nasze drogi naturalnie się rozeszły i złożyłam pisemną rezygnację z prowadzenia oddziałów w Lesznie, Poznaniu i Zielonej Górze. Wtedy zarząd stowarzyszenia potraktował mnie jak konkurencję i biznesmena i wroga – rozsyłając do producentów pisma informujące o zaprzestaniu współpracy z Bezglutenową Mamą. Kolejne godzące w mój wizerunek publiczne działanie stowarzyszenia zostało przeprowadzone w tym roku, gdy w ramach ogólnopolskiego mailingu poinformowało o usunięciu mnie jako osoby prywatnej z listy członków stowarzyszenia.
  • Mimo takiej postawy Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej ciągle dążyłam do współpracy i zgody z dawnymi koleżankami i kolegami. Niestety – spotykałam się i nadal spotykam z wrogą postawą, co w mojej ocenie stoi w sprzeczności z postawą, jaką powinni reprezentować przedstawiciele organizacji społecznej jaką jest stowarzyszenie. 
  • Działania i intencje Bezglutenowej Mamy doceniają i rozumieją tysiące moich czytelników, a także uczestnicy moich eventów dla dzieci i dorosłych. Lista chętnych jest zawsze zdecydowanie większa, niż liczba miejsc, a uczestnicy pokonują nawet 300-600 km, by do nas dotrzeć. Dziękuję Wam za zaufanie.

Mini galeria – zrzuty ekranu ze strony stowarzyszenia