W Polsce dopiero od dzisiaj obowiązuje zakaz wychodzenia z domu, ale włoskie rodziny zmagają się z tym od paru tygodni. O szczegółach bezglutenowego życia na kwarantannie zgodziła się opowiedzieć nam Beata Kotlarska – Rasponi (na zdjęciu), mieszkająca od wielu lat we Włoszech. Co tamtejsze stowarzyszenie radzi osobom z celiakią i jak im pomaga?  Czy w czasie epidemii koronawirusa rodzinom na diecie bezglutenowej jest trudniej? Co włoscy bezglutenowcy zgromadzili w szafach i zamrażarce? A dlaczego zakupy zajmują tam teraz kilka godzin? Przeczytajcie relację włoskiej bezglutenowej mamy i żony. Historię Beaty przeczytacie też we wpisie: Mam celiakię razem z tatą – we Włoszech KLIK. O bezglutenowym życiu w Italii rozmawiałyśmy kilka lat temu, gdy w polskich marketach nie było nawet chleba bezglutenowego, a tam był już od dawna raj.

Bezglutenowa Mama:

Na czym polega narodowa kwarantanna w Twoim regionie we Włoszech, czyli w okolicach Rimini? Jakie macie ograniczenia w codziennym życiu?

 

Beata Kotlarska-Rasponi:

Od kilku dni nasze przemieszczanie się jest bardzo ograniczone. Miasto jest opustoszałe. Musimy mieć przy sobie autocertyfikat, wskazujący przyczynę, z jakiej znajdujemy się poza miejscem zamieszkania. Mamy prawo wychodzić z domu do pracy, po zakupy spożywcze (inne sklepy i tak są zamknięte) i z powodów zdrowotnych (zakup leków, wizyta w szpitalu). Szkoła zamknięta jest już od miesiąca, dzieci mają lekcje on-line. Na zdjęciu poniżej: Franek podczas lekcji muzyki w domu.

Bezglutenowa Mama:

Jak wygląda obecnie robienie zakupów? Czy znajdujesz w sklepie wszystko, czego potrzebujesz?

Beata Kotlarska-Rasponi:

Do sklepu jeździmy raz w tygodniu, ma do tego prawo tylko jedna osoba z rodziny. Możemy przemieszczać się tylko do sklepu znajdującego się najbliżej domu. Półki sklepowe nie są puste, ale może się zdarzyć, że w czasie, gdy jestem na zakupach, akurat nie ma jajek lub sera, bo w danym dniu jeszcze nie dojechał towar z mleczarni. Bywa, że muszę kupić wędlinę lub masło producenta, którego produktów normalnie nie kupujemy. To się teraz zdarza i przyzwyczailiśmy się już do takich niespodzianek. Wymaga to większej elastyczności z naszej strony.

Bezglutenowa Mama:

Wiem, że masz swoją ulubioną aptekę z produktami bezglutenowymi, bardzo dobrze zaopatrzoną, ale nie jest to apteka blisko Twojego domu. Bliżej masz kilka innych sklepów i aptek. Czy policja uznałaby argument, że musisz jechać do tej konkretnej, oddalonej apteki po żywność bezglutenową?

Beata Kotlarska-Rasponi:

Akurat wczoraj o tym myślałam. Doszłam do wniosku, że nie byłby to argument dla policji. Przecież blisko domu mam kilka aptek i sklepów i w każdym są jakieś produkty bezglutenowe. Może nie są to nasze ulubione produkty, może nie ma dużego wyboru, ale przecież jest stan wyjątkowy i trzeba sobie radzić. Tak to postrzegam jako świadoma obywatelka, której zależy na szybkim zakończeniu epidemii. Ale dzisiaj przyszła dobra wiadomość – moja ulubiona apteka poinformowała, że mogę zrobić zakupy przez internet, a oni dostarczą mi paczkę do domu. 

Bezglutenowa Mama:

Przymusowa kwarantanna, policja i wojsko na ulicach, przerażające informacje o fali zgonów – jak sobie z tym radzicie?

Beata Kotlarska-Rasponi:

Podam to na przykładzie zakupów. Dla większości z nas (którzy już nie pracują poza domem) sklep to jedyne miejsce w którym można zarazić się wirusem. Przestrzeganie reguł higieny na terenie sklepu wydłuża czas oczekiwania na wejście do sklepu, czas zakupów, zapłaty przy kasie itd. Zdarzają się klienci nerwowi. Stres jest bardzo widoczny u personelu supermarketów, którzy faktycznie są bardzo zagrożeni zarażeniem wirusem.

Bezglutenowa Mama:

Zanim objęto Was przymusową kwarantanną, zdążyłaś zgromadzić zapasy żywności?

Beata Kotlarska – Rasponi:

Zakupiłam większą ilość tych produktów bezglutenowych, które są niezbędne w naszym domu, czyli makaron (kilka kilogramów makaronu i Włoch przeżyje cały miesiąc), chleb i inne produkty piekarnicze, typu krakersy i grissini, kilka typów mąki, bułkę tartą, ciastka (na słodkie śniadania), ulubione płatki śniadaniowe. Mamy to szczęście, że praktycznie wszystkie produkty dostępne w normalnym supermarkecie są wyraźnie opisane  pod względem zawartości glutenu i poza produktami piekarniczymi i cukierniczymi, to naprawdę celiak je te same produkty, co reszta rodziny. Poza tym kupiłam kilka kilogramów ryżu, bo ileż można jeść makaronu na obiad, kilka butelek oleju, kilka butelek passaty pomidorowej, puszki tuńczyka (bardzo tu popularnego), puszki fasoli, jajka, drożdże, sery, wędliny paczkowane (czego zazwyczaj nie robię, dla zdrowia i dla środowiska), mięso, które później zamroziłam, herbatę i kawę, cukier, czekoladę, orzechy, masło, ziemniaki, cebulę, marchew…długo można by tu wymieniać, grunt to mieć spiżarnię! 🙂 Aha, zapomniałam o papierze toaletowym, mydle, paście do zębów i szamponie, w domu jest nas pięcioro!

Bezglutenowa Mama:

Jak jest teraz we Włoszech z dostępnością specjalistycznych produktów bezglutenowych?

 

Beata Kotlarska-Rasponi:

Nasze zakupy bezglutenowe robię w jednej z aptek, która dużą część swojej powierzchni przeznaczyła dla celiaków. Tam mogę zaopatrzyć się (bezpłatnie) w te produkty, posługując się kartą ubezpieczenia zdrowotnego, taką samą jak wszyscy ubezpieczeni Włosi. Bardzo to wygodne. W obecnych warunkach ta apteka jest jednak dość daleko od naszego domu i zdarzyło mi się kupić coś bezglutenowego w supermarketach. Nie zauważyłam braków w dostawach produktów bezglutenowych. Ale musimy obejść się bez sosu sojowego, który w wersji bezglutenowej jest w niewielu sklepach i nie będę jechała tylko po niego, trudno. Na szczęście to są drobiazgi, naprawdę można się bez nich obyć.

Bezglutenowa Mama:

Włosi w normalnych warunkach nie muszą w domach piec pieczywa bezglutenowego, bo dostają je za darmo w  aptece, mogą też kupować je na każdej ulicy. Czy to się zmieniło w czasie epidemii koronawirusa?

 

Beata Kotlarska – Rasponi

Widzę na Facebooku, że wielu celiaków wyciąga z szafek różne mąki, piecze bezglutenowe chleby, ciasta, pizzę. Wymieniają się przepisami, umieszczają z dumą zdjęcia wypieków, i dobrze. W naszym domu też więcej siedzimy w kuchni, też sami robimy pizzę (na zdjęciu poniżej), dzieci pieką ciasta. Przygotowujemy potrawy bardziej pracochłonne, na które zazwyczaj brak czasu. Nie słyszałam u nas o braku drożdży, na szczęście.

Bezglutenowa Mama:

Udaje Wam się układać różnorodne menu, czy raczej trzymacie się zasady, by zjadać to, co jest, zamiast tego, na co ma się ochotę? Czy dieta bezglutenowa w czasie koronawirusa jest trudniejsza?

 

Beata Kotlarska – Rasponi:

Na razie nie narzekamy na monotonię naszego menu, nie odczuwamy drastycznych zmian, jeszcze na to za wcześnie. Mnie brakuje większej ilości świeżych warzyw i owoców, co z kolei jest powodem do radości dla naszych dzieci! A dieta bezglutenowa w czasie koronawirusa? W pewnych kwestiach rodzinom bezglutenowym jest łatwiej, bo umiemy piec chleb bezglutenowy i bułki 😍

Bezglutenowa Mama:

We Włoszech bardzo aktywne jest stowarzyszenie dla osób na diecie bezglutenowych i z celiakią. Czy w sytuacji epidemii koronawirusa wydało dla swoich podopiecznych jakieś zalecenia?

 

Beata Kotlarska – Rasponi

Pod koniec lutego nasze Stowarzyszenie wydało oświadczenie koordynatora komitetu naukowego, w którym jest jasno napisane, że osoby z celiakią nie znajdują się w grupie podwyższonego ryzyka zarażenia koronawirusem. Nie wydaje mi się aby włoscy celiacy czuli się bardziej zagrożeni niż osoby bez nietolerancji na gluten. Stowarzyszenie jest aktywne w sieci, na Facebooku odpowiada na wszystkie pytania i wątpliwości, dotyczące na przykład prawa do przemieszczania się w celu zakupu produktów bezglutenowych.

Bezglutenowa Mama:

Codzienne życie to nie tylko jedzenie, także w rodzinie z dietą bezglutenową. Jak spędzacie czas, zamknięci w czterech ścianach?

Beata Kotlarska – Rasponi:

Szkoła jest zamknięta od czterech tygodni, dzieci rano mają lekcje online, po południu odrabiają zadania domowe. Wypracowaliśmy naszą rutynę. Po obiedzie wychodzimy do ogrodu (mamy dom z ogrodem, w tej kwestii jesteśmy szczęściarzami, wiem o tym), codziennie ćwiczymy, gramy w piłkę, w badmingtona, bawimy się z psem, z którym już nie możemy wychodzić na spacery. Czytamy książki. Dzwonimy do bliskich i przyjaciół, których nie możemy odwiedzać od tylu dni. Korzystamy z różnych propozycji gratis, które oferuje sieć, np. z lekcji rysunku. W ogóle powracamy do naszych ulubionych zajęć, na które  ostatnio jakoś zawsze brakowało czasu. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że jest ciężko. Każdy kolejny dzień staramy się przyjąć z pogodą ducha. 

Drukuj
Podziel się tym wpisem ze znajomymi!