Na święta mam dla Was trzy wzruszające historie z celiakią w tle. Ich bohaterowie wcale nie zabiegali o żadne bohaterstwo, ale co zrobić, gdy świat wywrócił się do góry nogami? No właśnie wtedy możemy pokazać poziom swojego człowieczeństwa… Lenka, Basia, Wioletta, Marcin, Beata i Asia – poznajcie ich historie, które nieoczekiwanie splotły się z losami bezglutenowych przedsiębiorców.

O tym, jak ukrywają się: lekarka oraz pielęgniarka z celiakią

Beata (*) jest doświadczonym pulmonologiem, mamą 12-letniej Asi z celiakią oraz 2-letniego Michała. Mieszka z mężem i dziećmi na Pomorzu. Niedawno przeprowadziła się do domu na obrzeżach miasta, ale na razie nie miała czasu, by nacieszyć się nowym gniazdkiem. Odkąd trwa pandemia Covid-19, Beata może zapomnieć o urlopie, wolnych weekendach i relaksie. Pracuje bowiem w dużym oddziale covidowym na Pomorzu. Emocji tej historii dodaje fakt, że jej córka nie pojęcia o miejscu pracy swojej mamy.

Asia martwiłaby się o mnie, a to z kolei odbierałoby mi spokój, tak potrzebny przy chorych i dokumentacji – przyznaje Beata. – Myślę też, że córkę mógłby spotkać ostracyzm ze strony koleżanek i ich rodzin. Niestety, ludzie z braku wiedzy i ze strachu przed koronawirusem różnie reagują …

Na początku grudnia zadzwoniłam do Beaty, by porozmawiać, jak sobie radzą z dietą bezglutenową Asi w czasie pandemii. Domyślałam się, że w momencie, gdy dziennie mamy w Polsce blisko 30 tys. zachorowań, gdy szpitale pękają w szwach, a chorzy czekają w kolejkach w karetkach pod szpitalem, to lekarze ledwie stoją na nogach …. Beata, jako optymistka z natury, nie narzekała, nie chciała też zbytnio opowiadać o ciemnych stronach swojej pracy. Wspominała tylko, że pacjenci najczęściej trafiają na oddział bez niczego, nie mają nawet wody. I oni, lekarze i pielęgniarki, załatwiają im tę wodę, kupują lub szukają sponsorów. Tak po prostu, po ludzku.

W głosie Beaty wyczułam jednak, że jest bardzo zmęczona i przytłoczona sytuacją.

Mam w głowie tylko jedną myśl: szczepionka na Covid-19. Czekam na nią jak na zbawienie. To taka granica, którą sobie postawiłam w głowie, by wytrwać i nie myśleć o zmęczeniu – zdradziła swój sposób na życie w czasie pandemii.

Mój miły telefon, pełen zainteresowania i wsparcia, bardzo ją ucieszył. Zrozumiałam, jak bardzo medykom, pracującym ponad siły, potrzebne są takie gesty. Mam wrażenie, że podczas pierwszej fali, gdy zachorowań było niewiele, tych gestów było znacznie więcej….  

Dlatego zakiełkowała we mnie myśl, by personelowi tego oddziałowi sprawić miłą niespodziankę. W uznaniu ich oddania, wrażliwości, poświęcenia dla pacjentów. Dziesięć minut później cała akcja była gotowa, oczywiście w totalnej konspiracji. Do współpracy zaprosiłam zaufanego, sprawdzonego partnera, czyli firmę tworzoną przez ludzi z sercem: Putka Bez Glutenu z Warszawy.

Od męża Beaty zdobyłam adres szpitala. W akcję wtajemniczyłam pielęgniarkę oddziałową (na zdjęciu poniżej z Beatą). Następnego dnia dziewczyny z piekarni i cukierni Putka Bez Glutenu wysłały mega paczkę na Pomorze. Było tam sporo słodkości, ale również coś pożywnego, do podgrzania w mikrofali: bezglutenowe paszteciki z kapustą i pieczarkami. No, Beata od razu się domyśliła, że Bezglutenowa Mama ma z tym coś wspólnego, bo zadzwoniła, a potem dostałam zdjęcie i sms:

Dziękujemy przepięknie. W ogóle okazało się, że mamy w naszym oddziale pielęgniarkę na diecie bezglutenowej, która skutecznie „ukrywała się”. Nikt nie wiedział 😊 Ona w ogóle nie znała tej piekarni! Dziękujemy za wsparcie Tobie i firmie Putka! PS. W rankingu wygrały paszteciki, a wszyscy zgodnie stwierdzili, że bezglutenowe jedzenie jest bardzo dobre.

To nie koniec historii. Otóż Beata nie mogła wziąć da swojej Asi żadnych putkowych przysmaków z oddziału – wiadoma rzecz, względy epidemiologiczne. Dlatego w ramach Mikołajek z Bezglutenową Mamą przygotowałam słodką paczkę dla Asi i wysłałam jej  – również jako niespodziankę – do domu. W te akcję był znów wtajemniczony jej tata.

(*) Imiona bohaterów zostały zmienione – by do córki lekarki w żaden sposób nie dotarła informacja o miejscu pracy jej mamy.

Bezglutenowe paszteciki Putki zachwyciły personel

Marcin dzwoni do babci i opowiada o pysznej paczce

Historię Marcina z Krakowa poznaliście rok temu KLIK – chłopak ma zespół Downa i kilka innych chorób, a od niedawna również celiakię. Jest niezwykle pozytywnym nastolatkiem. Uwielbia swoją szkołę, ale pandemia i zdalne nauczanie odebrały mu ważny cel w życiu. Codzienne rytuały, dojazdy do ośrodka, spotkania z kolegami i nauczycielami, wycieczki, ciekawe zajęcia… Teraz jest tylko dom i komputer.

Marcin ma bardzo dzielną mamę, która mimo ciężkiej choroby nowotworowej walczy o niego jak lwica KLIK. Szybko poznała, na czym polega ścisła dieta bezglutenowa w leczeniu celiakii, nauczyła się rozpoznawać produkty bezglutenowe i gotować smaczne posiłki. No, ale choroba nie zawsze pozwala jej na spędzanie czasu w kuchni, na dodatek leczenie „zjada” mnóstwo pieniędzy, a przecież dieta bezglutenowa też sporo kosztuje. Dlatego Marcin jest podopiecznym mojego stowarzyszenia dla osób z celiakią i na diecie bezglutenowej  – dbamy o niego, jak tylko umiemy  😊

 W tym roku do Marcina dotarła niezwykła paczka od Mikołaja. Ale po kolei. W połowie grudnia nagrywałam podcast z adwokat Joanną Trudnowską KLIK. Rozmowa dotyczyła znakowania żywności bezglutenowej, oznaczania jej przekreślonym kłosem itp. Pani mecenas tak bardzo zainteresowała się tematem diety bezglutenowej i celiakii, że postanowiła aktywnie (finansowo) włączyć się w działanie na rzecz naszego środowiska.  

Wpadłyśmy na pomysł, by wysłać Marcinowi paczkę ze smakołykami i produktami, których jeszcze nie zna. Wybór padł na sklep Jedz Bez Glutenu, który ma wszystkie produkty Dr. Schär oraz czeskie i słowackie produkty bezglutenowe (m. in. Liana, Expres Menu), niespotykanie nigdzie indziej. Pani mecenas zamówiła zarówno pyszne słodkości, jak i wysokiej jakości pieczywo, makarony i gotowe dania, np. bezglutenowe spody do pizzy, zupki, gulasz czy potrawkę (marki Expres Menu). Gotowe dania bezglutenowe miały być na momenty, gdy mama Marcina nie będzie miała siły ugotować mu obiadu, a przecież w sklepie pod domem nie zdoła kupić gotowego jedzenia bezglutenowego.

Kilka dni przed świętami do Marcina dotarł mikołajkowy prezent. Jego mama nie kryła radości, bo Marcin jeszcze nigdy nie dostał tak dużej paczki pełnej tylu łakoci. No i większości faktycznie nie znał. Od razu opowiedziałam Wiolecie, że darczyńcą jest pani mecenas oraz sklep, który zaoferował dobre ceny. Podkreśliłam jednak, że najważniejsza jest radość Marcina.

Na twoje ręce składam ogromne podziękowania – mówiła Wioleta, która zadzwoniła do mnie tego samego dnia. – Marcin dzwoni do babci i opowiada jej, że dostał tyle pyszności od Bezglutenowej Mamy. Radość ogromna, dziękuję.

 A ja dziękuję wszystkim, którzy mieli swój udział w sprawieniu Marcinowi takiej niespodzianki. Tak jak pisałam: trudne sytuacje są sprawdzianem człowieczeństwa. Sprawdzianem, który wielu zdaje na szóstkę. I to jest piękne.

To jest szaleństwo! No popłakałam się!

Łańcuszek pomocy dla Lenki i jej mamy zaczął się niepozornie, ale wzbudził moc reakcji na profilu Bezglutenowej Mamy na fejsbuku KLIK

To była akcja błysk. W czwartek rano dowiedziałam się, że 7-letnia Lena z celiakią i jej mama Basia – lekarka – leżą w domu chore na Covid-19. Mieszkają same, w bloku w Zgierzu koło Łodzi. Jednocześnie na oddziale covidowym, pod tlenem, leży tata Basi. 

Lenka powoli odzyskuje apetyt, ale mama dopiero traci siły, smak i węch i coraz trudniej jej spędzać czas na gotowaniu córeczce obiadów. Sęk w tym, że nie za bardzo mają skąd zamówić bezglutenowe obiady. No bo skąd, prawda? Dlatego Basia spytała mnie na messengerze o pomysły na ekspresowe obiady. Nie muszę być specjalnie odżywcze – byle były ciepłe i sycące. Podrzuciłam przepis na makaron z kiełbasą, na makaron z białym serem i cukrem, na owsiankę z jabłkami i tym podobne patenty. Plan miałam jednak inny….

W tajemnicy zadzwoniłam do Pauliny, która prowadzi słynną piekarnię bezglutenową WOLNA w Poznaniu. Wiedziałam bowiem, że mają w ofercie znakomite pieczywo i ciasta, a przede wszystkim mrożone pierogi bezglutenowe z różnymi nadzieniami. A to przecież idealne danie na tzw. „czarną godzinę” – gdy nie masz siły na gotowanie, a musisz zjeść porządny, ciepły posiłek. Wiedziałam też, że WOLNA ma w Łodzi filię… Dalej zadziałał szczęśliwy zbieg okoliczności.

Okazało się, że filia w Łodzi nie ma jeszcze w ofercie mrożonych pierogów, ale … prowadzący ją pan Andrzej kilka razy w tygodniu przemierza trasę Poznań – Łódź. Zadeklarował, że chętnie zawiezie pierogi, pieczywo i ciasteczka do Zgierza, pod same drzwi Basi i Lenki. No dobra, ale jak sama wiem, dzieci mają różne up