Takie czasy, że letnie i zimowe wakacje lepiej spędzać z dala od ludzi, od kurortów i zatłoczonych miejsc, z własnym prowiantem. Człowiek z celiakią ma łatwiej, bo nawykł do podróżowania z wałówką. No, ale jeśli ktoś dopiero przeszedł na dietę bezglutenową i planuje letnie lub zimowe wakacje bez glutenu? Wtedy życie ratują gotowe dania bezglutenowe, a tych na szczęście jest już trochę na rynku, tylko trzeba wiedzieć, gdzie szukać. Jak wspomniałam, podczas przerwy noworocznej robiłam jednodniowe wypady w góry i zapewniam, że nie głodowałam, a nawet jadłam ciepłe zupki bezglutenowe! Oprócz tego w plecaku miałam także inny prowiant bezglutenowy: daktyle, mięciutkie bułeczki, gorącą kawę  no i kruche ciasteczka z cukrem – to dla dzieci, na osłodzenie całodziennego marszu. 

Gorąca zupka bezglutenowa na szczycie góry

Na Śnieżce w Karkonoszach nie ma obecnie schroniska górskiego, ale działa bar z ciepłym i zimnym jedzeniem. Turysta na diecie bezglutenowej nie zje tam nic, oprócz jajek (o ile ktoś z obsługi będzie miał czas i nastrój na ich gotowanie). Teraz trwa pandemia, więc wchodzenie do zatłoczonych miejsc i zamawianie czegokolwiek, choćby wrzątku i choćby na wynos, moim zdaniem odpada ze względów bezpieczeństwa. Dlatego na jednodniowy wypad wrzuciłam do plecaka kanapki, termosik z kawą, termosik z wrzątkiem, bakalie, łyżki oraz gotowe bezglutenowe zupki w proszku – w kubeczkach. Dla mnie owsiankę z czekoladą, dla Daniela – bezglutenową zupkę z zielonego groszku KLIK. Nawet sobie nie wyobrażacie, co to było za szczęście! Zmarznięty człowiek otwiera kubeczek z proszkiem, nalewa do niego trochę wrzątku z termosu i za chwilę zjada coś pysznego! I to ciepełko, które przy hulającym wietrze rozlewa się przyjemnie po brzuchu i całym ciele. Kto przeżył, ten wie 😁

Proste, szybkie i pożywne jedzenie na szlaku, na dodatek totalna niezależność i bezpieczeństwo (covidowe i bezglutenowe). Te zupki i owsianki kupiłam w sklepie Jedz Bez Glutenu, a wybrałam je właśnie z uwagi na praktyczne kubeczki. W oko wpadły mi tam również inne gotowe dania bezglutenowe, w tym kolorowe kubeczki z jedzeniem dla dzieci KLIK, na pewno zaopatrzę się w nie przed wyjazdem na ferie i wakacje (mam nadzieję, że w końcu dzięki szczepionce przeciw koronawirusowi nasze życie wróci do normalności). 

Mięciutka bułka bezglutenowa dla zmęczonego dziecka

Kolejnego dnia pojechaliśmy nieco bliżej, w Góry Sowie. Do plecaków wzięliśmy bułeczki białe z Sano Gluten Free, odpieczone rano przy użyciu pary. Zachowały świeżość bardzo długo (zresztą jak wszystkie bułeczki tej marki), jeszcze po siedmiu godzinach były mięciutkie i dzieci jadły je z dużym apetytem. Wiadomo, dzieci z celiakią najbardziej lubią białe pieczywo, więc na wszelkie wyprawy pakuję im do plecaczków właśnie jasne, sprawdzone bułeczki bezglutenowe. Dla mnie ważne jest, by przetrwały parę godzin w idealnym stanie, a przecież z bułkami bezglutenowymi różnie bywa. Zdarza się, że już po 2-3 godzinach stają się znów twarde i wiórowate…..

Ten dzień nie był jednak zupełnie na zimnym prowiancie. Ciepło zapewniały nam kawa i herbata z termosów, które stanowią niezbędny ekwipunek bezglutenowego turysty 😎 Pamiętajcie o nim, zwłaszcza jeśli cenicie dobrą kawę i herbatę, bo w schroniskach czy przydrożnych barach raczej trudno liczyć na wysokogatunkowe napoje ….

Daktyle i migdały – niezastąpione na szlaku

Już dawno przekonałam się, że podczas wędrowania w górach, czy to latem, czy zimą, nie czuję głodu. A jak już poczuję, to nie sięgam po kanapkę, czy żadne treściwe jedzenie, bo … siedzi to potem człowiekowi na żołądku i utrudnia chodzenie oraz wspinaczkę. Od jakiegoś czasu ssanie w żołądku wolę zagłuszyć garścią dobrych suszonych daktyli lub moreli, które zawsze mam w bocznej kieszeni plecaka, czyli prawie pod ręką. Do tego łyk domowej, gorącej kawy z termosu, chwila kontemplacji nad strumieniem czy nad urwiskiem i można pędzić dalej.

Czasem mam też pod ręką batony bezglutenowe, ale one zbytnio mnie uzależniają, dlatego przestawiłam się na bardziej ascetyczne owoce suszone i orzechy oraz migdały. A prawdziwe jedzenie, czyli kanapki, jajka, mięso czy zupki zjadam dopiero na górze, gdy mam czas na dłuższy odpoczynek i wiem, że nie czeka mnie gimnastykowanie się na skale. Dlatego podpowiadam: bakalie to rzecz niezbędna w plecaku turysty na diecie bezglutenowej. Szybko dostarczają energię, a słodki smak umila wędrowanie. 

No, a jeśli wędrujecie z dziećmi, pamiętajcie o ciasteczkach i innych przekąskach. Niestety, dzieci nie nasycą się samymi daktylami, kawą i pięknymi widokami. Im frajdę sprawi dobre ciasteczko, żelki, czekolada – ale przecież każdy z nas był dzieckiem i pamięta, co lubił, prawda? 😁 

Drukuj
Podziel się tym wpisem ze znajomymi!