Święta za nami, zakupy przed nami, a jeść trzeba. Rano przed śniadaniem robimy więc przegląd lodówki. Z wczorajszego obiadu została porcja łososia, ugotowanego na parze. Jest i otwarta paczka bezglutenowych, jasnych bułek, kawałek żółtego sera, salami, keczup….

Mamo, zróbmy na śniadanie fishburgera! – Zosia jakby czytała w moich myślach.

 

fishburger (7)Pomysł jest zaskakująco prosty, a na samą myśl o ciepłej bułce wszyscy robimy się wściekle głodni.

– Śniadanie będzie gotowe za kwadrans! – wołam i ustawiam piekarnik na 250 st.

Uwielbiam takie szybkie dania. Na desce układamy łososia, przekrojone bułki, parę plastrów żółtego sera oraz bezglutenowego salami firmy Żywiec.

 

 

fishburger (12)Zakasujemy rękawy i bierzemy się z Zosią do pracy. Przekrojone bułki grubo smarujemy masłem. Zosi burger będzie z rybą i żółtym serem. Aby dodatki nie spadały z bułki, łososia staramy się rozsmarować niczym pastę – lekko ją przyciskamy nożem.

Antek nie bawi się w egzotyczne dodatki – decyduje się na bułkę z salami.

 

 

fishburger (15)Gotowe bułki układamy na blaszce wyłożonej folią aluminiową. Po chwili burgery lądują w gorącym piekarniku, na najniższym poziomie.

Trzy minuty później dom wypełnia się zapachami pieczonego łososia, salami i bułki z masłem.

Mamo, burgery robią się ciemne! – alarmuje Zosia, pełniąca dyżur przy piekarniku.

 

 

fishburger (21)Alarm! Przesadziłam z czasem pieczenia! Otwierać piekarnik!

No tak. Przyjmijmy, że przyrumieniona skórka burgerów była zamierzonym efektem.

Przynajmniej salami jest bardziej chrupiące – pocieszam się i serwuję bułkę wygłodniałemu Antkowi.

 

 

fishburger (19)Zosi też nie przeszkadza kolor skórki. Tym razem przy jedzeniu nie muszę jej czytać, opowiadać historii ani zabawiać. Polewa fishburgera keczupem (Heinz)  i zatapia zęby w gorącej jeszcze bułce.

Pycha! Ja chcę tak codziennie! – woła rozmarzonym głosem, a ja myślę: codziennie to przesada, ale dlaczego nie 1-2 razy w tygodniu? Wystarczy zmieniać dodatki, kolory talerzy i rodzaje bułek.

 

 

fishburger (25)No i zmniejszać temperaturę! – woła z pokoju Daniel, zadowalający się poświąteczną jajecznicą z pięciu jaj.

Tak, następne burgery upiekę w 200 stopniach przez niespełna 5 minut.

– Będzie dokładka? – dopytuje Antek, zerkając tęsknym wzrokiem na piekarnik.

 

 

 

 

Drukuj
Podziel się tym wpisem ze znajomymi!
    2018-01-11T22:08:35+00:0029 grudnia 2013|