Kasia spędziła dziesięć dni w niewielkim hotelu w Turcji i przyznaje, że to bezglutenowe wakacje jej życia. Przeczytajcie, w jakim hotelu wypoczywała i co tam jej serwowano.

  • Dawno poza domem nie czułam się tak dobrze i bezstresowo. Wszyscy bardzo dbali o dietę bezglutenową dla mnie – przyznała  Kasie w liście do Bezglutenowej Mamy. 

Dieta bezglutenowa w hotelu w Turcji

Kasia spędziła bezglutenowe wakacje w Turcji, w hotelu Krizantem. Przy wsparciu rezydentki zgłosiła obsłudze dietę bezglutenową. Wzięła z Polski spory zapas bezglutenowego chleba i w zasadzie przygotowała się psychicznie na jedzenie surowych warzyw oraz pieczywa. I tu czekało ją wielkie zaskoczenie.

  • Manager hotelu podszedł bardzo profesjonalnie do mojej diety bezglutenowej. Kelnerzy pilnowali,  żebym nie zjadła czegoś z glutenem i pokazywali mi, co mogę zjeść. Przygotowali mi na przykład oddzielnie gotowanego kurczaka bez przypraw oraz ryż. Jest masa sałatek bez sosów. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie mają oddzielnego miejsca do przygotowania moich posiłków, ale bardzo się starają. Jest to niedrogi stary hotel – opisuje Kasia w e-mailu do Bezglutenowej Mamy. – Wreszcie odpoczywam od gotowania i myślenia o tym, co zjem.

Niezwykle miło odbierać i czytać takie listy. Okazuje się, że nawet w najdalszych zakątkach, z dala od nowoczesnych hoteli i centrów miast, możemy liczyć na bezpieczną dietę bezglutenową. Bo często to podkreślam: najważniejsza jest empatia i życzliwe podejście, a nie liczba gwiazdek…. Oto, co dalej opisuje Kasia:

  • W związku z podejściem obsługi czuję się normalnie. Zamrożono mój chleb, bo wzięłam go naprawdę dużo. Do odgrzania w opiekaczu zawijam go w folię aluminiową. Nikt nie patrzy na mnie jak na intruza z dietą. Dawno nie czułam się tak dobrze poza domem i tak bezstresowo.
 Jeśli zatem planujecie bezglutenowe wakacje w Turcji, rozważcie pobyt w hotelu wskazanym przez Kasię. 

Ważna uwaga: ryż to nie ryż….

Kasia zwraca uwagę, by nawet w polecanych miejscach stosować zasadę ograniczonego zaufania, a w razie wpadki nie denerwować się i nie ganić obsługi. Oto jeszcze kilka cennych rad od Kasi:
 
W Turcji bardzo łatwo o 2 wpadki: kaszę bulgur nazywają turkish rice, a ryżem wcale nie jest.
I druga sprawa – pilaw musi być czysty, z samego ryżu. Jeśli widzimy oprócz białego ryżu coś, co wygląda jak brązowy ryż wymieszany z białym – nie jemy! To nie brązowy ryż, a makaroniki w kształcie ryżu, które uwielbiają Turcy – arpa sehriye. Bezpieczne są też warzywa, które robiono mi w naczyniu nazywanym kiremit. Tak też się nazywa to danie. Same warzywa lub z kurczakiem, indykiem czy rybą doprawione solą, pieprzem i oliwą i zapieczone w wysokiej temperaturze.
Drukuj

Podziel się tym wpisem ze znajomymi!