Studentom na diecie bezglutenowej nie jest łatwo, podobnie jak dziecku na diecie bezglutenowej. Przekonała się o tym Karina, bezglutenowa studentka z Wrocławia. Na balu licencjata w stolicy Dolnego Śląska czuła się traktowana jak kosmitka, która zje wszystko: nawet białą breję przypominającą zupę….

Studencki bal

Karina  studiuje od kilku lat we Wrocławiu. Wiedziała o balu licencjata z dużym wyprzedzeniem. Imprezę zaplanowano w restauracji. Ponieważ Karina ma celiakię i jest na diecie bezglutenowej, zgłosiła to organizatorowi. Zabiegała o to, by jako bezglutenowy gość miała co jeść. Tym bardziej, że wnosiła pełną opłatę za bal. Nie było łatwo, ale bezglutenowa studentka ostatecznie wywalczyła dla siebie dania gluten-free. Do końca była jednak pełna obaw, tym bardziej, że jest jedną z wielu w Polsce osób cudownie „uleczonych z celiakii” w dzieciństwie. Od niedawna ma „na nowo” zdiagnozowaną celiakię i wymaga rygorystycznej diety bezglutenowej. Karina poważnie potraktowała świeżo uzyskaną diagnozę i zalecenia lekarzy. Nie zamierza ryzykować i bagatelizować diety. 

  • Czy mogę ufać, że obsługa restauracji będzie znała się na diecie bezglutenowej? – pytała Bezglutenową Mamę kilka tygodni temu bezglutenowa studentka. – Czy lepiej jednak nie jeść tych potraw? Problem w tym, że do tego lokalu nie mogę przynieść własnego jedzenia bezglutenowego…

Bal odbył się kilka dni temu. Karina wzięła udział w imprezie, bawiła się doskonale, ale wróciła zdegustowana swoim jedzeniem gluten-free. Bo bezglutenowy gość na przyjęciach nie ma łatwo.

Menu bezglutenowej studentki

Jakie menu przygotowano dla bezglutenowej studentki na balu? Posłuchajcie.

– Dostałam to, co wszyscy na główne danie, czyli pierś z kurczaka w sosie kurkowym z pieczonymi ziemniakami – relacjonuje bezglutenowa studentka. – Sos różnił się chyba tylko tym, że wszyscy mieli w nim zioła, a ja chyba pietruszkę. Dodatkowo ziemniaki były bez przypraw, a jedyny plus to taki, że moje mięso było bardziej miękkie niż innych.

Przykra niespodzianka spotkała Karinę koło północy, gdy podano kolejne danie. Wszyscy uczestnicy otrzymali barszcz z krokietem, a bezglutenowej studentce podano…  
Białą zupę, która smakowała jak mleko z trawą… Moje odczucia są takie, że obsługa chyba pomyślała, że jak jestem na diecie, to jestem w stanie zjeść byle co... W ogóle panie z obsługi patrzyły na mnie jak na przybysza z kosmosu i niechętnie podchodziły do sprawy. Było to dla mnie bardzo krępujące. Generalnie, jeżeli by ktoś pytał o ten lokal, to nie polecam. No i nie byłam pewna czy to na 100% jest gluten-free – opowiada bezglutenowa studentka z Wrocławia

„Przecież to tylko jedzenie…”

Karina na balu licencjata doświadczyła, jak trudna jest sytuacja bezglutenowych gości (bezglutenowych dzieci i dorosłych) na wszelkich imprezach: na chrzcinach, weselu, urodzinach czy na firmowym spotkaniu. Ktoś powie: „nie przesadzajcie, to tylko jedzenie”, ale kto tego nie przeżył, nie zrozumie… Bo trzeba być bezglutenowym gościem na biesiadzie pełnej jedzenia, by odczuć, co to znaczy być w Polsce gluten-free. Bezglutenowa studentka, dorosła kobieta, czuła się niezręcznie ze swoją innością. To teraz wyobraźcie sobie, co czuje bezglutenowe dziecko, gdy wszyscy wokół jedzą na imprezie: lody, gofry, torty, pyzy z sosem, schabowe i  batoniki, a ono dostaje gotowanego kurczaka w białym sosie, ziemniaki i marchewkę z groszkiem…. Dziecko na diecie bezglutenowej nie będzie tym zachwycone. Dlatego tak ważne jest, byśmy uczyli się w Polsce tolerancji, empatii, szacunku dla odmienności. Po prostu.

Drukuj
Podziel się tym wpisem ze znajomymi!
    2018-01-11T22:02:34+00:0025 maja 2017|

    3 komentarze

    1. Joanna 25 maja 2017 w 20:43 - Odpowiedz

      Bycie na diecie bezglutenowej z powodów zdrowotnych bywa w moim przypadku nie tyle trudne, co przykre, zwłaszcza gdy żyje się w nietolerancyjnym otoczeniu uznającym alergie pokarmowe za fanaberię. Gluten jest u mnie tak silnym alergenem, że wywołuje między innymi okropne migreny i niepłodność, ale nawet podając te informacje, jestem zmuszana do nieodstawania od „normalnych” biesiadników i jedzenia, bo przecież „od jednego razu nic ci nie będzie, nie przesadzaj”. Więc albo nic nie jem, albo nie przychodzę w takie miejsca, bo nie chcę ryzykować zdrowiem, ani się denerwować.

      • Bezglutenowa Mama 28 maja 2017 w 12:21 - Odpowiedz

        Niestety, polskie społeczeństwo jest wyjątkowo nieempatyczne, każda inność jest od razu gorsza, jest przedmiotem krytyki. A przecież tak niewiele trzeba, by ugościć osobę na diecie bezglutenowej…. Czy w gości zabierasz ze sobą bezglutenowe jedzenie?