Specjalistyczne kolonie z Bezglutenową Mamą 2019

Studentom na diecie bezglutenowej nie jest łatwo, podobnie jak dziecku na diecie bezglutenowej. Przekonała się o tym Karina, bezglutenowa studentka z Wrocławia. Na balu licencjata w stolicy Dolnego Śląska czuła się traktowana jak kosmitka, która zje wszystko: nawet białą breję przypominającą zupę….

Studencki bal

Karina  studiuje od kilku lat we Wrocławiu. Wiedziała o balu licencjata z dużym wyprzedzeniem. Imprezę zaplanowano w restauracji. Ponieważ Karina ma celiakię i jest na diecie bezglutenowej, zgłosiła to organizatorowi. Zabiegała o to, by jako bezglutenowy gość miała co jeść. Tym bardziej, że wnosiła pełną opłatę za bal. Nie było łatwo, ale bezglutenowa studentka ostatecznie wywalczyła dla siebie dania gluten-free. Do końca była jednak pełna obaw, tym bardziej, że jest jedną z wielu w Polsce osób cudownie „uleczonych z celiakii” w dzieciństwie. Od niedawna ma „na nowo” zdiagnozowaną celiakię i wymaga rygorystycznej diety bezglutenowej. Karina poważnie potraktowała świeżo uzyskaną diagnozę i zalecenia lekarzy. Nie zamierza ryzykować i bagatelizować diety. 

  • Czy mogę ufać, że obsługa restauracji będzie znała się na diecie bezglutenowej? – pytała Bezglutenową Mamę kilka tygodni temu bezglutenowa studentka. – Czy lepiej jednak nie jeść tych potraw? Problem w tym, że do tego lokalu nie mogę przynieść własnego jedzenia bezglutenowego…

Bal odbył się kilka dni temu. Karina wzięła udział w imprezie, bawiła się doskonale, ale wróciła zdegustowana swoim jedzeniem gluten-free. Bo bezglutenowy gość na przyjęciach nie ma łatwo.

Menu bezglutenowej studentki

Jakie menu przygotowano dla bezglutenowej studentki na balu? Posłuchajcie.

– Dostałam to, co wszyscy na główne danie, czyli pierś z kurczaka w sosie kurkowym z pieczonymi ziemniakami – relacjonuje bezglutenowa studentka. – Sos różnił się chyba tylko tym, że wszyscy mieli w nim zioła, a ja chyba pietruszkę. Dodatkowo ziemniaki były bez przypraw, a jedyny plus to taki, że moje mięso było bardziej miękkie niż innych.

Przykra niespodzianka spotkała Karinę koło północy, gdy podano kolejne danie. Wszyscy uczestnicy otrzymali barszcz z krokietem, a bezglutenowej studentce podano…  
Białą zupę, która smakowała jak mleko z trawą… Moje odczucia są takie, że obsługa chyba pomyślała, że jak jestem na diecie, to jestem w stanie zjeść byle co... W ogóle panie z obsługi patrzyły na mnie jak na przybysza z kosmosu i niechętnie podchodziły do sprawy. Było to dla mnie bardzo krępujące. Generalnie, jeżeli by ktoś pytał o ten lokal, to nie polecam. No i nie byłam pewna czy to na 100% jest gluten-free – opowiada bezglutenowa studentka z Wrocławia

„Przecież to tylko jedzenie…”

Karina na balu licencjata doświadczyła, jak trudna jest sytuacja bezglutenowych gości (bezglutenowych dzieci i dorosłych) na wszelkich imprezach: na chrzcinach, weselu, urodzinach czy na firmowym spotkaniu. Ktoś powie: „nie przesadzajcie, to tylko jedzenie”, ale kto tego nie przeżył, nie zrozumie… Bo trzeba być bezglutenowym gościem na biesiadzie pełnej jedzenia, by odczuć, co to znaczy być w Polsce gluten-free. Bezglutenowa studentka, dorosła kobieta, czuła się niezręcznie ze swoją innością. To teraz wyobraźcie sobie, co czuje bezglutenowe dziecko, gdy wszyscy wokół jedzą na imprezie: lody, gofry, torty, pyzy z sosem, schabowe i  batoniki, a ono dostaje gotowanego kurczaka w białym sosie, ziemniaki i marchewkę z groszkiem…. Dziecko na diecie bezglutenowej nie będzie tym zachwycone. Dlatego tak ważne jest, byśmy uczyli się w Polsce tolerancji, empatii, szacunku dla odmienności. Po prostu.

Drukuj
Podziel się tym wpisem ze znajomymi!
    2018-01-11T22:02:34+00:0025 maja 2017|

    3 komentarze

    1. Joanna 25 maja 2017 w 20:43 - Odpowiedz

      Bycie na diecie bezglutenowej z powodów zdrowotnych bywa w moim przypadku nie tyle trudne, co przykre, zwłaszcza gdy żyje się w nietolerancyjnym otoczeniu uznającym alergie pokarmowe za fanaberię. Gluten jest u mnie tak silnym alergenem, że wywołuje między innymi okropne migreny i niepłodność, ale nawet podając te informacje, jestem zmuszana do nieodstawania od „normalnych” biesiadników i jedzenia, bo przecież „od jednego razu nic ci nie będzie, nie przesadzaj”. Więc albo nic nie jem, albo nie przychodzę w takie miejsca, bo nie chcę ryzykować zdrowiem, ani się denerwować.

      • Bezglutenowa Mama 28 maja 2017 w 12:21 - Odpowiedz

        Niestety, polskie społeczeństwo jest wyjątkowo nieempatyczne, każda inność jest od razu gorsza, jest przedmiotem krytyki. A przecież tak niewiele trzeba, by ugościć osobę na diecie bezglutenowej…. Czy w gości zabierasz ze sobą bezglutenowe jedzenie?

    2. Joanna 29 maja 2017 w 11:09 - Odpowiedz

      My zabieramy własne jedzenie na większość imprez, nauczyło nas doświadczenie. Najbardziej przykre jest to, kiedy znajomi karcą mnie, gdy na weselu czy komunii opowiadam o niewyspaniu, bo piekłam dla córki ciasta, mięso, przygotowywałam lody. Zwyklę słyszę: „nie przesadzaj, mogłaś jej przecież kupić ciastka, za dużo wydziwiasz”. I to dokładnie tak jest. Ten kto, nie doświadczył uczucia jedzenia wafla ryżowego z dżemem (najczęstszy zamiennik serwowany dzieciom) podczas, gdy inni jedzą tort, nigdy tego nie zrozumie. Najtrudniej jest jednak dzieciom, one jeszcze nie podejmują świadomej decyzji, że czegoś nie będą jadły dla własnego zdrowia, czy samopoczucia. Dla dzieci dieta jest jedną z granic narzuconych przez dorosłego. Dotkliwą, bo jedzenie jest w Polsce mocno zakorzenione rytualnie przy obchodzeniu uroczystości. Takie dziecko czuję się cały czas wykluczane.

    Zostaw komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi