• Marzenia się spełniają, powiedzcie to swoim dzieciom z celiakią i na diecie bezglutenowej – napisałam na Facebooku tuż po wdrapaniu się na Kościelec (2155 m n.p.m.) w Tatrach Wysokich.

Kilka dni później to samo chciałam napisać po wejściu na Świnicę (2301 m n.p.m.), która stanowi początek Orlej Perci. Bo marzenia naprawdę się spełniają, nawet jak ma się celiakię i parę innych chorób. Jeśli zatem kochacie góry, pakujcie plecak i wpadajcie na bezglutenowe wakacje w Tatrach, Sudetach czy Beskidach. Nie zabierajcie dużo prowiantu, bo na miejscu kupicie wszystko, co jest potrzebne osobie z celiakią w górach. Zresztą, w górach karmią nas widoki, powietrze, słońce, wiatr i deszcz 🙂

Wejście na Świnicę – kilka wskazówek od Bezglutenowej Mamy

Na Świnicę prowadzi trudny szlak (łańcuchy, liczne ekspozycje). Bez dwóch zdań: nie jest to droga dla początkujących turystów. Trzeba dobrze przygotować się do wejścia na Świnicę. Przede wszystkim nabrać wprawy i kondycji na niższych szczytach, by oswoić się z ekspozycją, skałami oraz z wysiłkiem. Nie będę się wymądrzać, bo szczegółowe informacje o wejściu na Świnicę znajdziecie na specjalistycznych portalach i blogach. Ale skoro mam okazję powiedzieć parę słów, to posłuchajcie:

  • cała wyprawa zajmie Wam około 8 – 9 godzin
  • ciekawy jest szlak od Hali Gąsienicowej przez Przełęcz Świnicką, trudności zaczynają się po około 15  minutach wchodzenia na samą Świnicę
  • ubierzcie dobre buty trekkingowe, weźcie wygodne spodnie, rękawice (mogą być rowerowe) do wspinania się po łańcuchach i kurtkę przeciwdeszczową oraz polar i czołówkę
  • pamiętajcie o zasadzie: na danym odcinku łańcucha trzyma się się tylko jedna osoba, czasem trzeba więc stać w kolejce
  • na szlak warto ruszyć jak najwcześniej, n. o godz. 6 rano z Kuźnic (dzielnicy Zakopanego) w stronę Hali Gąsienicowej
  • dzień wcześniej i w dniu planowanej wędrówki sprawdźcie prognozę pogody na kilku portalach  (m. in. TOPR)
  • w upalny dzień weźcie dużo wody i pożywne jedzenie (kanapki, batony)
  • bacznie obserwujcie pogodę w czasie wędrówki, gdy zacznie się psuć – zawróćcie nawet, gdy nie zdążycie dojść na szczyt
  • uwaga podczas schodzeniu – jest trudniejsze, niż wejście
  • zdecydowanie odradzam wchodzenie na Świnicę w dziećmi w nosidełkach, a także z dziećmi, które wcześniej nie wspięły się na kilka innych wysokich gór w Tatrach
  • dobrze schodzi się w stronę Kasprowego Wierchu – przez Pośrednią Turnię i Przełęcz Liliowe, a dalej w stronę Hali Gąsienicowej (ale jeśli czas Wam pozwoli, idźcie z przełęczy na Kasprowy i dopiero stamtąd do Hali Gąsienicowej
  • turysta z celiakią i na diecie bezglutenowej musi mieć cały prowiant ze sobą, bo w schroniskach nie ma co liczyć na bezglutenowe jedzenie)

Prowiant bezglutenowy dla turysty z celiakią

Tak jak wspomniałam: turysta z celiakią i na diecie bezglutenowej, który zmierza w kierunku Świnicy, cały prowiant musi wnieść  na plecach. W schronisku Murowaniec na Hali Gąsienicowej może liczyć jedynie na jajecznicę, podobnież na Kasprowym Wierchu. Jaki prowiant warto wziąć w góry do bezglutenowego plecaka 🙂 ? KLIK – pisałam o tym tutaj. Przyznam się jednak, że na Świnicy poszalałam – w nagrodę za wejście wypiłam fantę i zjadłam opakowanie cytrynowych wafelków bezglutenowych, choć najpierw machnęłam pożywną kanapkę.

Ale za to gdy wróciłam do mojej górskiej bazy – do pensjonatu bezglutenowego Moje Tatry w Białym Dunajcu – zjadłam porcję mięsa, zupę pełną warzyw i wypiłam pyszną kawę z ekspresu. Rety, jak to wszystko smakowało!

Wypadek Bezglutenowej Mamy

Choć na poniższym zdjęciu śmieję się do obiektywu, to w chwili wypadku wcale nie było mi do śmiechu. Gdy schodziłam już ze Świnicy, na skalistym odcinku z Hali Gąsienicowej do Kuźnic, w okolicach Przełęczy między Kopami, padał ulewny deszcz. Szłam może trochę za szybko, prawe kolano dawało mi w kość, a może już byłam zmęczona – nie wiem jak, ale nagle znalazłam się na ziemi i uderzyłam głową w ostry kamień. Podniosłam głowę i sprawdziłam, czy nie tracę ostrości widzenia. Uff, było OK. Turyści idący za mną pomogli mi wstać, a ponieważ ze skroni nad prawym okiem lała się krew, zaopatrzyli mi ranę. Z duszą na ramieniu poszłam dalej do przystanku w Kuźnicach, a następnie pociągiem przyjechałam do Białego Dunajca.  Nie patrzyłam w lustro, więc dopiero przerażona mina Daniela, który odbierał mnie z PKP, odkryła przede mną prawdę: miałam niezłe limo na oku… Przez kolejne dni oko nabierało kolorów, a opuchlizna dodawała twarzy wyrazu 🙂 A ja cieszyłam się, że ten wypadek miał tylko takie skutki. Potem, podczas kolejnych wejść na Beskid czy Rysy od słowackiej strony byłam jeszcze bardziej ostrożna. Już wiedziałam, jak łatwo na szlaku o wypadek.

Mini-galeria zdjęć z wejścia na Świnicę – wakacje bez glutenu 2019 w Moich Tatrach