Zosia wróciła najedzona i szczęśliwa z klasowej, dwudniowej wycieczki do Torunia. Tym razem miałam nie lada komfort. Otóż nie szykowałam mojej bezglutenowej uczennicy prawie żadnego prowiantu, bo udało się mi porozumieć z personelem restauracji i baru, które gościły klasę. Poczułam się trochę jak we Włoszech i jestem przekonana, że Zosia również doceniła rzadko spotykaną normalność na wyjazdach.

Dwa dni w Toruniu

Przygotowania do wyjazdu Zosi na klasową wycieczkę do Torunia opisałam KLIKNIJ TUTAJ. Cieszę się, bo w obu lokalach (Fort IV oraz bar mleczny „Pod Arkadami” przy ul. Różanej) napotkałam na kompetentne osoby, które znały zasady diety bezglutenowej. Telefonicznie ustaliliśmy menu, upewniłam się również, że dania zostaną przygotowane na świeżo, na osobnej patelni i z ustalonych składników. Dzięki temu mogłam Zosię wyposażyć jedynie  w bezglutenowe słodycze i przekąski oraz w chleb, szynkę i makaron, które przekazałam wychowawczyni.

Zosia chyba po raz pierwszy doświadczyła normalności na wyprawie. Nie musiała jeść moich obiadów i kanapek, lecz korzystała z barowego jedzenia (co jest dla niej dużą frajdą). Nad wszystkim czuwała wychowawczyni, ale i moja Zosia zerkała, czy na pewno dostaje bezpieczne jedzenie. Zarejestrowała m. in., że jej koleżanki i koledzy dostawali inne posiłki, że udko z kurczaka było bez przypraw, a kotlet bez panierki. Zaskoczyła mnie, bo zrobiła zdjęcie swojego obiadu w barze mlecznym. By „unormalnić” jej wycieczkę, nie udzielałam jej przed wyjazdem żadnych wskazówek, nie prosiłam o zdjęcia ani kontrolę. Czułam podświadomie, że moja bezglutenowa uczennica już wszystko wie i da sobie radę. I tak też się stało. Jestem dumna z Zosi, ale też z siebie. Bo nie korciło mnie, by po powrocie wypytywać Zosię o szczegóły wyżywienia. W którymś momencie sama pokrótce opowiedziała o swoich obiadach i śniadaniu.

Oczywiście nie zawsze było i będzie tak idealnie na wycieczce bezglutenowego ucznia. Wiele razy doświadczyłam ignorancji personelu kuchennego, znam też wiele relacji od bezglutenowych rodzin. Zachęcam jednak rodziców bezglutenowych dzieci, by przed wycieczkami czy zielonymi szkołami najpierw spróbowali dogadać się z personelem i poszukać najprostszego rozwiązania, a dopiero potem szykowali prowiant na całą wycieczkę KLIKNIJ TUTAJ.

Drukuj

Podziel się tym wpisem ze znajomymi!